tego lata ciągle ktoś coś obiecuje - politycy swoje, pogodynki swoje (a niech was!), znajomi swoje...
tylko dlaczego tak często na obietnicach się kończy?
polityków o słowność trudno podejrzewać, pogodynki (a niech was!) opierają się na wróżeniu z fusów, ale znajomi? niesłowność tak mocno wrosła w ludzką naturę, że nie tylko rzucanie słów na wiatr przychodzi bez mrugnięcia okiem, ale i niewywiązywanie się z zobowiązań jest powszechnie akceptowalne... smutne to, cholernie smutne:/